Wybuch epidemii „choroby wściekłych krów” w Wielkiej Brytanii nadał rozgłos sprawie, która w zootechnice znana jest nie od dziś. Wskutek karmienia jednych zwierząt częściami ciała drugich pierwotni roślinożercy zmieniają się w mięsożerców. W celu ochrony zasobów naturalnych, zwiększenia rentowności i przyśpieszenia wzrostu zwierząt powszechnie używa się mączki z krwi, mączki kostnej, oraz pasz pochodzenia zwierzęcego, w skład których wchodzą zmielone jelita, rdzenie kręgowe, mózgi, a także inne narządy wewnętrzne, takie jak trzustka, tchawica i nerki. Półroczne cielę zjadło już przeciętnie około 12 kilogramów karmy powstałej z resztek zwierząt — mówi dr Harash Narang, jeden ze specjalistów, którzy wszczęli alarm w sprawie tej choroby. Nawiązując do swego pobytu w rzeźni, powiedział: „Byłem zdumiony. W gruncie rzeczy przetwarzaliśmy bydło na bydło. Moim zdaniem to kanibalizm”.
Pewien Brytyjczyk prowadzący gospodarstwo mleczne dostrzegł jaśniejszą stronę zaistniałej sytuacji — ponieważ wskutek paniki wywołanej „chorobą wściekłych krów” nie może sprzedać z zyskiem starszych sztuk bydła, znalazł inny sposób na ich wykorzystanie. Jak informuje tygodnik Newsweek, służą mu one za tablice ogłoszeniowe. Na bydle pasącym się obok ruchliwej trasy gospodarz umieszcza reklamy i dzięki temu każda krowa przynosi mu tygodniowo około 40 dolarów zysku. „Musimy szukać nowych źródeł dochodu” — powiedział. „Pomyślałem sobie, że ten sposób jest dobry, by [krowy] zarobiły na swoje utrzymanie”.
„W zeszłym roku nastąpił wielki przełom w poszukiwaniach istot pozaziemskich” — poinformowało czasopismo New Scientist. Pracownicy naukowi Instytutu SETI, mieszczącego się w Mountain View w stanie Kalifornia, „wychwycili regularne sygnały, które dostarczyły bezspornych dowodów istnienia istot rozumnych”. Jednakże po przeprowadzeniu dalszych badań zespół odkrył, iż te sygnały radiowe „nie pochodziły od istot pozaziemskich, lecz z kuchenki mikrofalowej znajdującej się na parterze budynku”. Jak zauważono we wspomnianym czasopiśmie, nie jest to pierwsze tego typu rozczarowanie owych uczonych. Naukowcy przeszukujący niebo nad Australią stwierdzili, że „większość fałszywych alarmów wywołały sygnały nadawane przez satelity”. Przedstawiciel Instytutu SETI wyznał ostatnio na forum Amerykańskiego Towarzystwa Astronomicznego, iż wszystkie sygnały radiowe wykryte przez SETI w roku 1995 „pochodziły z naszych własnych urządzeń technicznych”.
