Wybuch epidemii „choroby wściekłych krów” w Wielkiej Brytanii nadał rozgłos sprawie, która w zootechnice znana jest nie od dziś. Wskutek karmienia jednych zwierząt częściami ciała drugich pierwotni roślinożercy zmieniają się w mięsożerców. W celu ochrony zasobów naturalnych, zwiększenia rentowności i przyśpieszenia wzrostu zwierząt powszechnie używa się mączki z krwi, mączki kostnej, oraz pasz pochodzenia zwierzęcego, w skład których wchodzą zmielone jelita, rdzenie kręgowe, mózgi, a także inne narządy wewnętrzne, takie jak trzustka, tchawica i nerki. Półroczne cielę zjadło już przeciętnie około 12 kilogramów karmy powstałej z resztek zwierząt — mówi dr Harash Narang, jeden ze specjalistów, którzy wszczęli alarm w sprawie tej choroby. Nawiązując do swego pobytu w rzeźni, powiedział: „Byłem zdumiony. W gruncie rzeczy przetwarzaliśmy bydło na bydło. Moim zdaniem to kanibalizm”.
Pewien Brytyjczyk prowadzący gospodarstwo mleczne dostrzegł jaśniejszą stronę zaistniałej sytuacji — ponieważ wskutek paniki wywołanej „chorobą wściekłych krów” nie może sprzedać z zyskiem starszych sztuk bydła, znalazł inny sposób na ich wykorzystanie. Jak informuje tygodnik Newsweek, służą mu one za tablice ogłoszeniowe. Na bydle pasącym się obok ruchliwej trasy gospodarz umieszcza reklamy i dzięki temu każda krowa przynosi mu tygodniowo około 40 dolarów zysku. „Musimy szukać nowych źródeł dochodu” — powiedział. „Pomyślałem sobie, że ten sposób jest dobry, by [krowy] zarobiły na swoje utrzymanie”.
