Wybuch epidemii „choroby wściekłych krów” w Wielkiej Brytanii nadał rozgłos sprawie, która w zootechnice znana jest nie od dziś. Wskutek karmienia jednych zwierząt częściami ciała drugich pierwotni roślinożercy zmieniają się w mięsożerców. W celu ochrony zasobów naturalnych, zwiększenia rentowności i przyśpieszenia wzrostu zwierząt powszechnie używa się mączki z krwi, mączki kostnej, oraz pasz pochodzenia zwierzęcego, w skład których wchodzą zmielone jelita, rdzenie kręgowe, mózgi, a także inne narządy wewnętrzne, takie jak trzustka, tchawica i nerki. Półroczne cielę zjadło już przeciętnie około 12 kilogramów karmy powstałej z resztek zwierząt — mówi dr Harash Narang, jeden ze specjalistów, którzy wszczęli alarm w sprawie tej choroby. Nawiązując do swego pobytu w rzeźni, powiedział: „Byłem zdumiony. W gruncie rzeczy przetwarzaliśmy bydło na bydło. Moim zdaniem to kanibalizm”.
Pewien Brytyjczyk prowadzący gospodarstwo mleczne dostrzegł jaśniejszą stronę zaistniałej sytuacji — ponieważ wskutek paniki wywołanej „chorobą wściekłych krów” nie może sprzedać z zyskiem starszych sztuk bydła, znalazł inny sposób na ich wykorzystanie. Jak informuje tygodnik Newsweek, służą mu one za tablice ogłoszeniowe. Na bydle pasącym się obok ruchliwej trasy gospodarz umieszcza reklamy i dzięki temu każda krowa przynosi mu tygodniowo około 40 dolarów zysku. „Musimy szukać nowych źródeł dochodu” — powiedział. „Pomyślałem sobie, że ten sposób jest dobry, by [krowy] zarobiły na swoje utrzymanie”.
„Grubiaństwo, prostackie zachowanie, niechlujny lub wyzywający ubiór, wulgarna mowa, oszukiwanie i brutalne nadużywanie siły przysparzają w życiu niepewności, niepokoju i przykrości” — donosi londyński dziennik The Times. W niektórych krajach szczególnie częstym przejawem gburowatości jest rozmyślne zaniedbywanie wyglądu zewnętrznego. „Skórzane kurtki, opaski, kolczyki w nosie, skórzane buty nabijane ćwiekami i prowokacyjne tatuaże manifestują agresję” — twierdzi Athena Leoussi z uniwersytetu w Reading w Anglii. Według niej taki ubiór jest wyraźną oznaką lekceważącego stosunku do innych. W The Times oznajmiono: „Zanik uprzejmości, dyscypliny i porządku stanowi dla społeczeństwa chyba większe zagrożenie niż przestępczość”. Jak więc temu zaradzić? Kulturę powinno się „kształtować w obrębie rodziny” — czytamy we wspomnianej gazecie. „Nie da się tak po prostu wyjaśnić dzieciom, na czym ona polega, należy jej raczej uczyć, dając dobry przykład”.
Argentyńska gazeta Ámbito Financiero donosi, że w Ameryce Łacińskiej porwania przynoszą miliony dolarów zysku. W roku 1995 zanotowano ich około 6000. Ostatnie badania wykazały, iż zdecydowanie najwięcej dokonuje się w Kolumbii — w 1995 roku 1060 — a następne w kolejności są Meksyk, Brazylia i Peru, które odnotowały w tym okresie po kilkaset porwań. Co roku kolumbijscy porywacze wymuszają okupy na sumę jakichś 300 milionów dolarów. W Brazylii wyłudzona kwota w roku 1995 potroiła się i wyniosła ogółem około miliarda dolarów. Ofiarami bywają osoby bogate i znane, ale też zwykli turyści lub niezamożne panie domu. Czasami porywacze zgadzają się na okup w ratach. Niektórzy poszkodowani spłacają je nawet po uwolnieniu zakładnika, gdyż obawiają się ponownego porwania.
Jak wielu pamięta ze szkoły, liczba ? wyraża stosunek długości obwodu koła do jego średnicy. Większości ludzi w zupełności wystarcza jej przybliżenie równe 3,14159, ale chcąc podać dokładną wartość w postaci dziesiętnej, trzeba byłoby napisać nie kończący się szereg cyfr. W XVIII wieku obliczono wartość ? z dokładnością do 100 miejsc po przecinku, a w 1973 roku dwóch francuskich matematyków uzyskało liczbę z milionem miejsc po przecinku. Yasumasa Kanada z Uniwersytetu Tokijskiego w Japonii za pomocą komputera ustalił wartość ? do przeszło sześciu miliardów cyfr po przecinku. Liczba ta nie ma praktycznego zastosowania, gdyż „znajomość zaledwie 39 miejsc po przecinku pozwala tak dokładnie obliczyć długość okręgu opasującego znany nam wszechświat, że błąd w wyniku będzie mniejszy niż promień atomu wodoru” — zauważono w londyńskim dzienniku The Times. Profesor Kanada powiedział, że obliczanie ? „samo w sobie” sprawia mu przyjemność. Ale lepiej nie próbować wyrecytować uzyskanego przez niego wyniku. „Gdyby nieprzerwanie wymawiać jedną cyfrę na sekundę, zajęłoby to jakieś dwieście lat” — napisano we wspomnianej gazecie.
Opracowano projekt nowego szlaku wodnego, który ma się ciągnąć od brazylijskiego miasta Cáceres prawie 3500 kilometrów na południe aż do argentyńskiej La Platy. Utworzą go połączone rzeki Parana i Paragwaj. Ten szlak wodny, inaczej hidrovia, ułatwi transport na zagraniczne rynki soi, bawełny, zboża, rudy żelaza, wapna, manganu i innych ładunków, przewożonych dotąd tysiące kilometrów po nie najlepszych drogach. Budowa hidrovii jest wspólnym przedsięwzięciem Argentyny, Brazylii, Paragwaju, Urugwaju i otoczonej zewsząd lądem Boliwii. Według czasopisma The Economist „przedsiębiorcy budowlani uważają, że będzie to południowoamerykańska Missisipi, którą popłyną towary z wnętrza i do wnętrza kontynentu, przygotowanego na szybki rozkwit gospodarczy”.
„W zeszłym roku nastąpił wielki przełom w poszukiwaniach istot pozaziemskich” — poinformowało czasopismo New Scientist. Pracownicy naukowi Instytutu SETI, mieszczącego się w Mountain View w stanie Kalifornia, „wychwycili regularne sygnały, które dostarczyły bezspornych dowodów istnienia istot rozumnych”. Jednakże po przeprowadzeniu dalszych badań zespół odkrył, iż te sygnały radiowe „nie pochodziły od istot pozaziemskich, lecz z kuchenki mikrofalowej znajdującej się na parterze budynku”. Jak zauważono we wspomnianym czasopiśmie, nie jest to pierwsze tego typu rozczarowanie owych uczonych. Naukowcy przeszukujący niebo nad Australią stwierdzili, że „większość fałszywych alarmów wywołały sygnały nadawane przez satelity”. Przedstawiciel Instytutu SETI wyznał ostatnio na forum Amerykańskiego Towarzystwa Astronomicznego, iż wszystkie sygnały radiowe wykryte przez SETI w roku 1995 „pochodziły z naszych własnych urządzeń technicznych”.
